|
JOHN JOSEPH THEODORE RZEZNIK
(ur. 05.12.1965 w Buffalo)
"Jest tak wiele sposobów by wydobyć moc z muzyki, innych
niż ściana wrzeszczących Marshalli. Ktoś mówiący coś
znaczącego za pomocą gitary akustycznej może rozbić
wiele ścian, więcej niż ktoś z piętrem wzmacniaczy." [J. R.]
Wychował się we wschodniej części Buffalo, w ściśle zamkniętym środowisku etnicznie polskiej klasy robotniczej. Cała jego rodzina mieszkała 8 domów od rogu ulic Clarka i Kenta, który jako dzieci John i jego 4 starsze siostry (Phyllis, Fran, Glad, Kate) nazywali "Superman Corner". Okolicę, w której spędził dzieciństwo, John wspomina jako "bar i kościół na każdym rogu". J.R: "Nie wstydzę się tego. To są moje korzenie. Ale nie chciałbym musieć tam wracać". Po latach, wraz z nabraniem dystansu do miejsca, w którym wyrósł, John opisał je w piosence "Broadway". To pierwszy raz, gdy zdecydował się otwarcie zaadresować utwór do świata, z którego pochodzi. J.R.: "Było dobrze wreszcie to powiedzieć. Bo to była okolica pełna popieprzonych ludzi o wąskich umysłach, którzy nie byli w stanie dostrzec lasu, bo przeszkadzały im drzewa. Każda rodzina miała pięcioro lub sześcioro dzieci i alkoholika w domu. I każdy z nich upijał się w sobotni wieczór, a w niedzielny poranek szedł do kościoła. Kiedy byłem dzieciakiem mój ojciec zwykł był zabierać mnie ze sobą do baru, sadzać na barowym stołku i kupować mi torebkę chipsów ziemniaczanych, a ja siedziałem tam i patrzyłem na tych wszystkich upijających się facetów...". Ojciec Johna (Joseph Rzeznik) był urzędnikiem pocztowym. Miał nadwagę, był diabetykiem, palił i pił. Jego hobby stanowiły kręgle i bary. Dziadkowie Johna przybyli do Stanów w 1913 roku z Krakowa. Joseph Rzeznik rozmawiał ze swoją matką tylko po polsku. Ona z kolei "uprzejmie" wyzywała go po polsku, wykańczając to następnie jakąś kaleczoną łamaną angielszczyzną. Matka Johna, półniemieckiego półszkockiego pochodzenia, (Edith Rzeznik) była nauczycielką klas 2-ich w katolickiej szkole syna. Również miała nadwagę, paliła. Nauczyła swoje dzieci czytać i pisać jeszcze przed ich pójściem do pierwszej klasy. Grała na flecie. Kiedy John miał 7 lat ukierunkowała go na muzykę. Jego pierwsze muzyczne wspomnienia to słuchanie nagrań należących do starszych sióstr. Potem zaczęła się przygoda z instrumentami. Najpierw uczęszczał na lekcje gry na akordeonie (J.R: "Każdy grzeczny polski chłopiec we wschodnim Buffalo bierze lekcje akordeonu"), a gdy miał 12 lat mama kupiła mu gitarę elektryczną. Tak naprawdę jeśli chodzi o umiejętność gry na gitarze John jest samoukiem. W całym swoim życiu zaliczył zaledwie 3 profesjonalne lekcje. J.R: "Nigdy nie byłem zbyt dobry w graniu cudzych piosenek, więc zacząłem pisać własne. Nie zachwycałem się jakoś szczególnie wirtuozami gitary. Chcę jedynie słyszeć, że ktoś gra z głębi własnego serca. Nie obchodzi mnie ile nut potrafi zagrać, ani jaką stosuje technikę. Chcę słyszeć, że rozumie to, co do mnie mówi i że to jest szczere. Ja nie umiem czytać muzyki, nie znam zbyt wielu akordów". Gitarę wziął do rąk po raz pierwszy w wieku 10 lat, kiedy matka nakazała mu skończyć z perkusją. J.R: "Gra na gitarze była czymś sekretnym. Żyłem, mając pewne zasady. Tymi rzeczami nie można się było dzielić. Techniki gry nauczyłem się obserwując innych gitarzystów, czasem prosiłem kogoś by mi coś pokazał". Pierwszą piosenką, którą chciał się nauczyć grać, był utwór Cars "Just What I Needed". W czasie szkoły średniej został zapoznany ze środowiskiem punkowym i zaczął grać w zespołach garażowych. Wreszcie odkrył coś, na czym mu zależało: komponowanie i granie muzyki. Szkoła miała przygotować go do zawodu hydraulika. Nigdy nim nie został, ale nabyte wtedy umiejętności pozostały. Naprawia toalety swoim przyjaciołom, a już po wyjściu albumu ABNG przebudował łazienkę jednej ze swoich sióstr. Wśród wcześniej wykonywanych zawodów były między innymi sprzedawca psów, barman w klubie Continental, pracownik budowlany. Ostatnią pracą w pozamuzycznej "karierze zawodowej" Johna była promocja radiowa dla firmy Could Be Wild w Buffalo. DRAMATY RODZINNE
Dziadek, którego John nigdy nie poznał, zmarł gdy Joseph miał zaledwie
9 lat. Jeszcze przed narodzinami Johna w życiu Josepha Rzeznika
nastąpił nieszczęśliwy zwrot. Jego marzeniem było przejęcie baru, który
po śmierci swojego męża prowadziła babcia Johna. J.R:
"We wschodniej części Buffalo posiadanie karczmy czyniło cię królem.
Ale kiedy mój ojciec był w marynarce, jego matka sprzedała bar, bo nie
mogła już dłużej się nim zajmować. Nie zadała sobie trudu, by mu o tym
powiedzieć. Myślę, że to go tak wkurzyło i zmieniło. Nie było mu dane
żyć według swoich marzeń".
PRZYJACIEL
Kiedy było już naprawdę źle, ktoś został przysłany w jego życie, żeby mu pomóc. J.R: "To podstawowy powód, dlaczego wierzę w Boga. Widzę, że był w tym plan. Przeszedłem przez koszmar, by skończyć sukcesem".
Życie Johna zaczęło się stabilizować po ukończeniu przez niego MCKinley
Vocational High School w 1983 roku. Właśnie wtedy, w barze, poznał
Takaca. J.R: "Byłem nerwowy i niespokojny w obecności większości
ludzi. Czułem się chudym, brzydkim dzieciakiem, którego nikt nie mógłby
polubić. Robby jest zaraźliwą osobą. Ludzie lgną do niego. Czasami
byłem o to naprawdę zazdrosny, bo ja też chciałem być lubiany". "Robby
był kimś, kto zrozumiał, co chciałem robić i pierwszym człowiekiem,
który zobaczył we mnie jakiś potencjał. Siadaliśmy, piliśmy i
dzieliliśmy się ze sobą naszym marzeniem o tym wszystkim. I robimy to.
Cholernie nie znosimy się w ciągu 4 dni tygodnia, ale dzielimy wspólne
marzenie. Ja mu tego nie odbiorę i on nie odbierze tego mi". Kiedy
John po raz pierwszy zobaczył relacje panujące w rodzinie Robby'ego,
wyszedł na zewnątrz i po prostu się rozpłakał. (J.R: "Dlaczego ja nie miałem takiej rodziny? Tam było tak dużo miłości"). J.R:
"Robby i ja doszliśmy do wniosku, że naprawdę się kochamy i zależy nam
na sobie. On nigdy nie miał brata i ja też nie miałem. Zawsze sobie z
tego żartujemy: 'Jesteś bratem, którego nigdy nie chciałem'. Mamy wiele
wspólnych zainteresowań. Robby bardziej niż ja jest zdolny do ustępstw.
Ja jestem bardziej uparty niż on. Jestem też bardziej samowolny. Być
może jestem także bardziej dumny. Ale on ma zdolność przystosowywania
się. Wiem, że jest tuż za mną. I wiem, że się o mnie troszczy. On jest
moim bratem. Odkąd istnieje zespół stoczyliśmy ze sobą około pół tuzina
walk na pięści. Każdy, kto ma brata, wie o co chodzi. Rozmawiasz z nim
i jesteście blisko siebie, gdy nagle 'To jest kłamstwo!' i rzucasz w
niego czymś. Ale on wie, że go kocham i ja wiem, że on kocha mnie.
Myślę, że to bardzo pomaga. Zawsze wiesz, że Twój brat kryje ci plecy".
"Rozmawiając z jednym z moich przyjaciół o dziwacznych i powikłanych
ścieżkach, które przywiodły mnie do chwili obecnej, po raz pierwszy
byłem w stanie dostrzec sens w tym wszystkim, przez co przeszedłem
dorastając. Niewiarygodne. Biedny dzieciak z niewłaściwej części
miasta, któremu się udało."
![]() ROBERT CARL TAKAC
(ur. 30.09.1964 w Buffalo)
"Robby jest niesamowicie zmotywowany. To Robby jest tym, który trzymał ten zespół w kupie, nie ja.
To dzięki niemu w nim wytrwałem." [J. R.]
Robby Takac wychował się w południowej części Buffalo. Wraz z rodziną mieszkał na trzecim piętrze
domu swojej ciotki. Jego ojciec był artystą węgiersko-irlandzkiego pochodzenia, który ostatecznie został
bankierem, matka zaś - irlandzką katolicką nauczycielką. Pierwsze zetknięcie dwuletniego wówczas
Robby'ego z muzyką to otrzymane od babci ukulele ;) [Babcia Robby'ego, obdarzona przez miłośników
zespołu pseudonimem "Grandma Goo", była od zawsze bardzo ważną osobą w życiu przyszłego basisty.
Jest dla niego ogromnym wsparciem. Dzień jej urodzin jest świętowany przez fanów na równi z
urodzinami członków zespołu]. Potem gitara folkowa podarowana przez wujka Patricka. Rodzice
uważają, że od tamtego momentu ich syn nigdy już nie był tym samym Robby'm... Jako dziecko
podejmował wiele zajęć (był scoutem, ministrantem, grał w baseball i football), od zawsze jednak
marzył, by zostać DJ-em radiowym. Pod schodami domu miał imitację stacji radiowej i nadawał
z niej do innych dzieci przy użyciu walkie talkie.
Robby opowiada, że widywał tego polskiego chłopaka z białym irokezem przechodzącego w pobliżu.
Pewnego razu spotkali się i spędzili razem cały dzień na rozmowach i piwie. R.T: "Piwo za piwem dopóki nie zamknęli baru. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałem poza tym, że jego rodzice zmarli, gdy był
dzieciakiem i że już od dłuższego czasu mieszkał sam." Na pytanie, jak trudnym był dla Robby'ego fakt
zwiększenia się roli Rzeznika w zespole, John odpowiada: "Często
czuję się winny z tego powodu. Ale myślę też, że Robby ma dobre życie.
Nadal całkiem dobrze ze sobą współistniejemy i naprawdę mi na nim
zależy. Mówię mu: Słuchaj, gdyby sytuacja była odwrotna, ja
powiedziałbym 'Pi#@rz się. Nie będę tego
robił'. Może mam większe ego niż on. On mówi: 'Dla mnie wszystko jest w
porządku".
Ale to nie do końca prawda. Takac wspomina, że po tym, jak dowiedział
się, że pierwszy duży rys Goo Goo Dolls w "Rolling Stone" będzie
dotyczył jedynie Rzeznika, przez kilka dni siedział w bardzo ciemnym i
cichym pokoju. Ale od tamtej pory zdołał już uświadomić sobie swoją
rolę. R.T: "Moje piosenki są w milionach
kolekcji domowych, niezależnie od tego, czy są grane w radio, czy nie. Dla mnie to świetne zwycięstwo." I
jest prawdopodobne, że nic z tego nie wydarzyłoby się bez niego. R.T: "John odchodził [z zespołu] co
tydzień i robił to od 1990 roku jeszcze do niedawna. On mówi, że coś go
zawsze ciągnęło z powrotem. W 80% przypadków to byłem ja. Mógłbym być
zazdrosny o Johna, ale nie jestem. Jestem dumny z tego, co sam robię.
Ale wiem, że on mnie kocha i ja kocham jego."
Robby uważa, że ich największe hity - ballady "Name" i "Iris" - oprócz szczerego wyrażenia jednego z obszarów, po których porusza się zespół (to TEŻ GGD), spełniają także ważną funkcję (misję). Przywodzą ludzi do ich wcześniejszego, odmiennego brzmienia (ze zwykłej ciekawości, co było wcześniej) oraz zaciekawiają muzyką zespołów grających podobnie, takich jak Replacements czy Husker Du, działających w okresie 1982-90, którym nigdy nie udało się zdobyć rozgłosu takiego, jak GGD. Robby pragnąłby, aby ludzie chcieli ją odkrywać... ![]() MICHAEL GENE MALININ
(ur. 10.10.1967 w Waszyngtonie)
"Beavis jest najważniejszą postacią amerykańskiego humoru
ostatnich piętnastu lat." [M. M.]
W 1970 roku rodzina Mike'a przeniosła się z Waszyngtonu do Miami na Florydzie. Swoją edukację muzyczną Mike
rozpoczął w szkole średniej. Od zawsze lubił muzykę klasyczną. Wywarła ona na niego ogromny wpływ (matka
Mike'a jest skrzypaczką klasyczną, a ciotka pianistką i flecistką klasyczną). W siódmej klasie zaczął grać na
perkusji. Cała czwórka rodzeństwa uczęszczała do tej samej szkoły średniej (Ransom Everglades School), którą
Mike ukończył w 1985 roku. To właśnie wtedy, w okresie szkoły średniej, Mike grał w swoim pierwszym zespole
The Mixed Desminds. Potem rozpoczął studia na North Texas State University (obecna nazwa: University Of Texas)
w Denton na kierunku muzyka, ale po jednym semestrze zdecydował się zmienić kierunek na filozofię.
W pełni jej nie ukończył. W Teksasie grał w zespołach Dark Horse, Angry Jasmine, Cowtippers, Billy Goat, Last Rites,
Caulk. Na początku lat 90. Mike porzucił Last Rites by przenieść się do Los Angeles i grać w zespole Blowfish.
Zespół sformował Terry Glaze (oryginalny wokalista Pantery). Potem zmienili nazwę na Hootie, następnie na Red
Tool Box, aż w końcu Blowfish rozwiązał się. Po jego rozpadzie Mike wrócił na jakiś czas do Dallas (Teksas), by dołączyć
do Caulk. Po pewnym czasie ponownie przeniósł się do L.A. Tam przyjaciel powiedział mu, iż jedna z jego ulubionych
kapel, Careless, poszukuje perkusisty, i że Mike powinien rozważyć przyłączenie się do nich, co nastąpiło [skład
Careless: Brian Baker (obecnie gitarzysta Bad Religion), Nathan December (gitarzysta wspomagający w czasie
jednej ze światowych tras R.E.M., potem wspierał Goo Goo Dolls na trasie DUTG; pozostaje we współpracy z
Dollsami), Marc Salomon (obecnie w zespole Perfect)]. Największym fanem gry Mike'a jest jego młodszy brat Alex.
Mike ma ponadto szerokie zainteresowania sportowe: biegi (uczestniczył w kilku maratonach), narty, Debiut Mike'a z Goo Goo Dolls miał miejsce 4 lutego 1995 roku w Dragonfly w Los Angeles. Po trasie ABNG (z GGD) Mike zaczął równolegle grywać również ze swoimi starymi znajomymi Marc'iem Salomonem (gitara, wokal) i Robem Cooperem (bass) pod nazwą the Noods. Potem zmienili nazwę na Clumsy i dodali drugiego gitarzystę. W 1998 roku Mike ogłosił, że chce zostać jedną z Lalek na stałe. |






